piątek, 29 grudnia 2017

Czas się skupić!

Ostatnie dni (od Wigilii) nie przebiegały po mojej myśli. Dostałam takiego apetytu, co chwilę też jakiś alkohol... Słabo. Mimo wszystko jednak dziś się ważyłam (w mokrych włosach i po tym jak wypiłam z pół litra wody) i wyszło mi 74,7 kg. Na pewno jest mniej, bo wtedy byłam z wiadomych powodów cięższa ;) Czyli waga idzie w dół!

Bilans 29.12.2017
- sałatka warzywna (200)
- herbata + 1,5 łyżeczki cukru (30)
- bułka kajzerka ciemna (200)
- sok pomidorowy (60)
- trochę piwa (110)
- mały drink (120)
- trochę groszku zielonego (130)
Razem: 850 kcal

Postaram się go już takiego utrzymać. Nie chcę tyć, nie chcę jeść za dużo...

Znowu jestem w pracy. W sumie to przeważnie piszę z pracy. Z tym, że zazwyczaj na nocce. Dziś z kolei mam zmianę 14-22. Nie lubię tej zmiany. Już naprawdę wolę nocki, bo ta zmiana, na której jestem dziś jest najbardziej męcząca. Ciągle telefony, prezes, menedżerowie się kręcą, każą zrobić to i tamto. Na nocce z kolei robię swoje raporty i oglądam serial. Żyć nie umierać ;)

Aaaaa! Właśnie dostałam 33 zł napiwku!!!!!!! :D

Nancy, ja się nie tnę. Już tego nie robię. Napisałam tak, bo byłam bardzo zdołowana i przestraszona, ale ostatnim razem pocięłam się z 6 lat temu ;)
Jaki alkohol preferuję? Whisky ;)

Tenchi Kaosu, ile walczę? Chodzi o to ile czasu jestem z Aną? Ok. 6-7 lat (z przerwami).

Aga, weganką jestem od 3,5 roku. To jest jedyna tak "drastyczna" rzecz, którą zmieniłam w swoim życiu i to uleczyło moje kolana. Kiedyś nie mogłam kucać, bo zwichałam sobie za każdym razem rzepki, teraz już mogę.

Głodna jestem. Idę wypić sok pomidorowy ;)

Miłego dnia! Mój jest trochę ciężki ;) Ale pozytywnie mnie zaskakuje :D
Buziaki!

wtorek, 26 grudnia 2017

Obiad

Dziś przyszła do mnie siostra z chłopakiem i mój K.. Zjadłam więc normalny obiad (wegański), bo jedzenie było bardzo smaczne. Nie wymiotowałam (co uważam za ogromny sukces), a w pracy zjadłam jeszcze sałatkę. Nie opychałam się. Wręcz nie mogłam zjeść zbyt dużo - pewnie mi się żołądek skurczył. Dobrze! :D
Tak więc zaznaczę dziś i wczoraj na niebiesko, bo kontrolowałam się. Z kolei Wigilii nie zaliczam i będzie czerwona. Zmieściłam się w limicie na 100%, ale wymiotowałam, a strasznie tego nie lubię...

Rano postaram się odebrać moją wagę z tego cholernego kiosku. Nie powinni jeszcze jej odesłać - przecież były święta.

Dziś usłyszałam od koleżanki z pracy "Chciałabym tak schudnąć jak ty". Milutko :D

Wczoraj z kolei bardzo dużo wypiłam (tak, że nie potrafiłam sama iść :O). Ale zjadłam mało.

Jestem teraz w pracy i mam jeszcze trochę do roboty, więc muszę kończyć...
Idę na fajeczkę :)

Dobranoc lub dzień dobry :)

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Święta, święta, kiosk zamknięty ...

Wczoraj nie udało się zjeść mało. Ciągle tylko coś jadłam i wymiotowałam. Tak było chyba z 4-5 razy... Masakra. Dziś już zjadłam wegańską wersję sałatki jarzynowej (bez jajka i z majonezem z kalafiora) oraz selerybę. Razem ok. 600 kcal liczę. Pewnie wynosi mniej, ale lubię zawyżać (dzięki temu jem mniej). Nie planuję nic więcej jeść. Może ewentualnie wieczorem na imprezie (będę tam pracować) poleje się wódka.
Jutro mogę też się nie zmieścić w limicie, bo przychodzi siostra z chłopakiem oraz mój kochany.

Jestem mocno zmęczona. Oczy mi lecą.

Wczoraj ciocia mnie tak oglądała, obserwowała... ale nic nie powiedziała. Ona zawsze zwraca uwagę na wagę, więc zastanawiam się czy tu chodzi o to, że tak mocno przytyłam, czy że schudłam.

Nie odebrałam jeszcze wagi. Jest w kiosku, bo wysyłka była przez "Paczka w ruchu". Wyobraźcie sobie, że każą mi ją odebrać jeszcze w ciągu 2 dni, bo potem odeślą? Szkoda, że przez te jebane 2 dni są święta i nie mam możliwości jej odebrać, do chu*a...

Nie ma co opowiadać już chyba :)

Wesołuch Świąt!

niedziela, 24 grudnia 2017

Wigilia

Wigilia. Godzina 18:00.
Dlaczego piszę posta na blogu zamiast świętować wigilię z rodziną?
Otóż, jestem w pracy do 22...
Potem dołączę do rodziny, ale większość wigilii przegapię niestety. Małym plusem tego jest fakt, że pewnie przez to mało zjem.

Dziękuję Wam wszystkim, którzy mnie wspierali dwa dni temu, kiedy miałam ogromną chandrę. Myślałam, że mi serce z piersi wyskoczy... Trochę sprawa się uspokoiła. Przyznałam się kierowniczce działu do mojego błędu i bardzo przepraszałam za to. Powiedziała, żebyśmy teraz sobie tym głowy nie zawracały, tylko zajmiemy się tym po świętach. Trochę mi ulżyło. Chyba nie popełniłam największej zbrodni świata ;) Trochę ją też zmanipulowałam przy okazji, ale tak, że nie odczuła z mojej strony wyrzutów, lecz pokorę.
Ostatecznie się nie pocięłam, od wczoraj nie wymiotowałam. Jest całkiem dobrze :)

23.12.2017
- makaron ze słodkich ziemniaków (150) z połową puszki pomidorów (30) + 3 łyżki ciecierzycy z puszki (75)
- 5 małych uszek (125)
- mała porcja frytek z piekarnika (350)
- 2x herbata z cukrem (60)
Razem: 790 kcal

Nie jest źle, ale byłoby lepiej, gdybym tych frytek nie jadła. Niestety byłam taka głoooooodna!

Dziś na śniadanie zjadłam porcję wegańskiej sałatki jarzynowej. Nie wiem nawet jak to obliczyć, ile to ma kalorii, bo to nie jest klasyczna wersja z jajkiem i majonezem, tylko właśnie bez jajka i z majonezem z kalafiora, który sama robiłam :P Mogę przypuszczać, że zjadłam z 250 kcal z tej sałatki, z 50 kalorii z czekoladowych kuleczek ozdobnych (organizowaliśmy dekorowanie pierników) i 40 z mandarynki.
Jak na wigilię po godzinie 18 to chyba nieźle? :D
Spokojnie, za to po 22 nadrobię XD
Nie planuję się obżerać, tylko kulturalnie zjeść, jak to na Polaka przystało, wigilijną kolację :P

Spodnie zaczynają się robić na mnie za luźne. Dobrze.

22.12 po nocce jeszcze napiłam się piwa, ale i tak się zmieściłam w limicie.


piątek, 22 grudnia 2017

Przypał. Umieram.

Jestem na skraju załamania nerwowego. Wczoraj bilans byłby dobry, gdyby nie impreza, przez którą mogę ponieść duże konsekwencje.

21.12.2017
- sałatka (150)
- kromka chleba (70)
- 2x herbata z cukrem (60)
- 2,5 piwa (680)
Razem: 960 kcal

Dziś z kolei zjadłam już:
- pół bułki z hummusem (300)
- 5 pierogów (350)
- herbata z cukrem (30)
Razem: 680 kcal

Umieram z nerwów... Strasznie się boję... Nagle nie mam pieniędzy, nie wiem co robić.
Znowu wymiotowałam, tym razem dlatego, że mi niedobrze... Z tego stresu. Zrobiłam coś złego i tak mi z tym źle... Aż musiałam do mamy zadzwonić, żeby mnie uspokoił jej głos. Trochę pomogło...

Dziewczyny, wiem, że nie powinnam wymiotować, wiem. To złe... Ale czasami nie umiem inaczej...

Nie wiem co robić, chyba zaraz się potnę... POMOCY :((((((

Dzisiaj chyba nic więcej nie dam rady przełknąć.

środa, 20 grudnia 2017

4 cyfry.

Ciągle mi niedobrze. Dziś ponadto jeszcze bardziej mnie bolał ząb. Poszłam na pogotowie dentystyczne i się okazało, że albo kanałowe leczenie, albo usunięcie zęba. Mam wizytę na 4 stycznia. Bolał tak, że zjadłam dziś ok 10 tabletek przeciwbólowych, wczoraj może z 9. Pewnie też dlatego mi niedobrze... Mogłam się zatruć (zapewne to też jest powodem, że tak mi jelitka pracują...).

Miałam dziś taki mały napad, ale praktycznie wszystko od razu zwymiotowałam (ZNOWU...) i nie wliczam tego do bilansu. Tzn. napiszę 100 kcal, bo mogło coś zostać w żołądku.

20.12.2017
- pół bułki z domowym pesto (250)
- herbata z cukrem (40) --- ciągle się zapominam i słodzę 2 zamiast 1,5 lub 1
- 2 kromki chleba (150) + trochę hummusu (300)
- 1,5 ciasteczka (120)
- kawa zbożowa (60)
- mini napad (100)
Razem: 1020 kcal

AAAAAAAAA!!!!!!! Są 4 cyfry! Jak to się mogło stać :((((((((( Na szczęście w limicie 1100 się zmieściłam.

Jestem mega zmęczona. Właśnie jest po 2 w nocy, a ja jestem w pracy. Kończę o 6 i znowu przychodzę na 14. Fajnie, co? Pewnie nie będę miała czasu jeść (może sobie zamówię sałatkę warzywną z naszej restauracji hotelowej - bo pracuję w hotelu).

Tenchi Kaosu bardzo bym chciała przestać wymiotować, ale jak zjem za dużo to nie umiem tego nie robić... :(

Kotuś cieszę się, że jednak będziesz pisać :*

Anna wszystko jest po prawej stronie bloga - 165 cm. Więc jestem gruba, możesz sobie wyobrazić jaki wieloryb :D

Jest mi tu tak cholernie zimno, że zaraz zamarznę. Ponadto mam mega suchą skórę i usta mi pękają - cudownie...

Jeszcze niecałe 4 godziny do końca, połowa za mną ;)
Zapowiada się serialowa noc!
A konkretniej będę oglądać najnowsze odcinki Supernatural. Kocham chłopaków od dzieciaka <3

Wciąż czekam na swoją paczuszkę z wagą *_*

Dobranoc dla tych, którzy mogą iść spać ;)

wtorek, 19 grudnia 2017

Kara

Dziś znowu wymiotowałam... Wiem, wiem, nie powinnam. Bilans i tak mam mały, ale nie mogłam pozwolić, żeby to jedzenie siedziało we mnie... Tak się składa, że robię to od kilku lat i nawet nie muszę wkładać palców do gardła. Zawsze wystarczało, że sobie nacisnęłam na żołądek...
Tak więc mimo, że makaron ryżowy z pesto miał pewnie z 300 kcal policzę to jako 50, bo pewnie coś jeszcze zostało w żołądku, ale zareagowałam na tyle szybko, żeby większości się pozbyć.

19.12.2017
- bułka z ziarnami z domowym pesto i ogórkiem (450)
- herbata z cukrem (40)
- piwo 330 ml (160)
- makaron ryżowy z pesto (50)
Razem: 700 kcal

Ząb mnie zaczął boleć jak chu... Wyleciała mi plomba jakiś czas temu i to zaniedbałam, a teraz faszeruję się przeciwbólowymi... To kara za to, że jem. Nie mogę - wtedy nie boli ;)
Oczywiście na dłuższą metę tak nie pociągnę, więc muszę iść do dentysty...

Tenchi Kaosu horrory, które wczoraj oglądałam to "The Boy" i "Cybernatural". Generalnie bardzo lubię oglądać filmy z różnej tematyki, więc jakby ktoś coś chciał zobaczyć, a nie wiedziałby co, to mogę czasami powymieniać fajne tytuły :)

Kupiłam prezent chłopakowi :D Bokserki! Oklepane, ale co innego kupić chłopakowi??? Dokupię jeszcze kajdanki lub kostkę do fajnych zabaw i się ucieszy mój mężczyzna ;) I tak najlepszym prezentem jestem ja hahaha :D (Takie żarciki.)

Dziś trochę posprzątałam w mieszkaniu - tak wygląda moja aktywność fizyczna. Ale jak osiągnę cel - 73 kg to idę na basen - taka nagroda ❤❤

Mam wrażenie, że obojczyki stają się bardziej widoczne!!! Ekstra! Ciekawe czy to placebo, czy może faktycznie chudnę ;)

Edit: Zrobiłam sobie zdjęcia... Straszne... Jestem taka gruba!!! Nie chcę jeść, nie mogę jeść! Dlaczego się tak zapuściłam??? Dlaczego muszę być taka gruba?! Od dziś najmniej, nie będę jadła.
Pij wodę Nina! Musisz schudnąć, bo jesteś tłusta!!! 

Ciągle jestem zmęczona. Zasypiam przed laptopem. Dziś też tak zasnęłam, a przecież spałam dosyć długo jak na mnie...

Ach no i zrobiłam 100 pajacyków. Mało, nadal za mało, grubasie!


poniedziałek, 18 grudnia 2017

800 kalorii to za dużo.

Obejrzałam dziś 2 horrory. W jednym była mowa o tajemnicach. Zaczęłam się zastanawiać - co, gdyby tak wszystkie moje tajemnice wyszły na jaw? Hm... Pewnie moje życie by się trochę posypało, pewnie bym uciekła gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna, gdzie mogłabym zacząć od nowa.
Jest w sumie jedna osoba, która wie o mnie wszystko - moja przyjaciółka. Tak, ona wie w sumie wszystko, nie boję się jej niczego powiedzieć. Może to dlatego, że część naszych sekretów jest podobna?
K. poznałam w sieci. Jakieś 7-8 lat temu, gdy prowadziłam bloga, podobnego do tego. Nawet się podobnie nazywał (motylina), podobnie też pisałam i podobnie on wyglądał. Czytałyśmy swoje blogi bardzo długo. Wiecie, tak jak ja teraz czytam Wasze blogi, a Wy mojego.
K. pewnego pięknego dnia wstawiła zdjęcie ze swojego miasta. Nie swoje, tylko mostu. Jak tylko je zobaczyłam pobiegłam rano zobaczyć ten most. Jak już się pewnie domyślacie, okazało się, że mieszkamy w tym samym mieście. Nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie to, że mieszkamy w małym mieście ;)
Przyjaźnimy się dotychczas :)
K. już nie pisze bloga. Ja znowu zaczęłam

18.12.2017
- trochę brokuła (80)
- ziemniak (70)
- 2 parówki sojowe (182)
- 2x herbata z 1,5 łyżeczki cukru (30+30)
- sok pomidorowy (60)
- trochę chipsów (150)
- parówka sojowa (90)
- gruszka (100)
Razem: 792 kcal

Wczoraj wypiłam trochę wody z gorzką solą, która przeczyszcza i rano miałam rewolucje.

Dziś z kolei źle się czuję, że zjadłam te chipsy. Starałam się wszystko zwrócić i myślę, że mogło mi się udać, jednak dalej piszę o tym w bilansie - podobnie zresztą z parówką :P

Czuję, że moje bilanse są za duże, że powinnam jeść po 300-500. Tak też chyba zacznę robić.

Do obliczania ile możecie (zaznaczam, możecie - to nie jest pewne) schudnąć jedząc dane ilości polecam fajną stronę - LINK.


niedziela, 17 grudnia 2017

Czy rośliny mają kalorie?

Dziś byłam padnięta. Naprawdę. Jednak człowiek musi spać.

17.12.2017
- sok pomidorowy (60)
- sałatka - same warzywa z oliwą (100)
- kromka ciemnego pieczywa (70)
- 4 parówki sojowe (364)
- kawałek brokuła (60)
- ziemniak (70)
- herbata z cukrem (40)
Razem: 764 kcal

Oczywiście wolałabym mieć niższy bilans, ale niecałe 800 też jest okej, no i oczywiście dzień zaliczony.
Byłam dziś tak zmęczona, że jak wróciłam do domu to zjadłam ten malutki warzywny obiad oraz parówki sojowe (które uwielbiam i nie mogłam się powstrzymać, by ich nie zjeść), trochę posprzątałam i po 18 padłam jak mucha. Zasnęłam aż do 22. Teraz pewnie trochę pomyszkuję w sieci, poczytam Wasze blogi, może się jakoś zainspiruję i dalej idę spać. Muszę rano wstać.

Myślicie, że przy takich bilansach się chudnie? Dziś byłam najedzona i się zastanawiam czy przy takich ilościach się chudnie. Może to dlatego, że jeszcze nie widzę różnicy na swoim ciele. Jak tylko przyjdzie mi zamówiona waga to będę się często ważyć (może nawet codziennie :P) i zobaczę co daje efekty ;)

Stworzyłam nową zakładkę - cele. To są moje cele wagowe i nie tylko, i jeżeli je osiągnę to sobie pozwolę na coś, na czym mi zależy. Fajna motywacja, choć i bez nich jestem mega zmotywowana, żeby schudnąć, to one wnoszą jakieś kolory do tej diety. No i jest kolejny powód do radości, jeżeli je osiągnę.

Nie wiem co kupić chłopakowi na święta, to straszne...

Chciałam poruszyć jeden temat...
Jak można nie wliczać owoców i warzyw do bilansu? Przecież one potrafią tak podnieść bilans, że wcale nie będziemy chudnąć... Wiem co mówię. Jestem weganką i jeżeli miałabym nie wliczać owoców i warzyw do diety to często miałabym bilanse połowę niższe lub w ogóle zerowe, a rośliny też mają kalorie! Warto to przemyśleć. Nie oszukujmy same siebie, kochane ;)
Oczywiście to nie ma na celu nikogo urazić, tylko ewentualnie zachęcić do refleksji nad tym faktem.


sobota, 16 grudnia 2017

Długa noc

Hej hej,
Właśnie jestem w pracy nieprzytomna. Jest ok. 6:30, a ja z imprezy wróciłam przed 3. Spałam ok. 2 godzin... Tragedia.
Bilans też nieciekawy, choć w dzień jadłam dobrze. Podczas wigilii pracowniczej jedyną popitą była pepsi. Nie zero. Zwykła. A potem jeszcze na koniec kamikadze.
No cóż. Najważniejsze, że starałam się utrzymać bilans w normie. To alkohol mi zaszkodził jeżeli chodzi o kalorie.

Bilans 16.12.2017:
- kiwi (50) w deserowej czekoladzie (100)
- kawałek chleba (50)
- kakao z cukrem (100)
- zupa marchewkowa (50)
- wódka + pepsi (600)
- kamikadze (380)
Razem: 1330 kcal

Trochę się nie zmieściłam w bilansie do 1200, więc zaznaczę na czerwono, ale jednak i tak mam tę świadomość, że zawaliłam przez alkohol, gdzie nic nadprogramowo nie jadłam. Nie jestem zła. Mogłoby być lepiej, ale mogło być też tak, że poszłabym na jakieś frytki po imprezie (gdzie u mnie się to często zdarzało).

Ponadto podczas dnia oprócz zupy jadłam i piłam (kakao) razem z siostrą. Ogólnie fajny dzień, gdyby nie ta impreza.
Spotkałam podczas niej chłopaka, z którym mnie kiedyś coś łączyło i miałam do niego duże wyrzuty... Może to dlatego, że mimo iż on wie, że mam chłopaka dalej się trochę do mnie przystawia, a najgorsze jest to, że sentyment mam...

Jestem też niesamowicie zmęczona po tej nieprzespanej nocy. Mam przy sobie soczek pomidorowy, który miałam nadzieję, że zniweluje moje mdłości, ale jednak tak się nie stało...
Najgorsze jest to, że mdłości nie mam po alkoholu (może trochę), jednakże wczoraj przed imprezą też je miałam... Może to przez to, że mało jem? Może tak być?

Koleżanka z pracy proponowała mi coś na pobudzenie... Myślę, że większość się domyśli o co chodzi. Hm... To niweluje apetyt, ale nie chcę być nieogarnięta w pracy, a nie wiem jakby to na mnie podziałało.

Oby te ponad 7 godzin szybko zleciało. Marzy mi się sen...

Dziękuję dziewczynom, które gratulowały mi niskiego bilansu mimo imprezy. Jestem pewna, że gdybym w nocy wiedziała ile kalorii ma kamikadze to bym tego nie wypiła. Mój błąd.

Życzę udanego dnia!


piątek, 15 grudnia 2017

Imprezowiczka

Wczoraj i dzisiaj wyższe bilanse, ale zmieściłam się w tygodniowym limicie.

14.12.2017
- pół brokuła gotowanego na parze (80)
- 2x sok pomidorowy (120)
- piernik (75)
- ok. 200 ml whisky (440) + cola zero
Razem: 715 kcal

15.12.2017
- zupa krem marchewkowa (bulion na warzywach) bez żadnych tuczących dodatków oprócz oliwy (100)
- trochę frytek z piekarnika (300)
- trochę chipsów (400)
- 2x herbata z cukrem (100)
Razem: 900 kcal


Bilanse ładne, ale śmieciowe. Wczoraj konkretnie pobalowałam. Mimo to cały czas starałam się pilnować.. Piłam colę zero. Dziś cały dzień się lenię w domu. Miałam lekkiego packmana (na kacu), więc dlatego zjadłam te frytki i chipsy, które później z poczucia winy wyrzygałam. Jednakże nie wiem czy pozbyłam się wszystkiego, więc nadal liczę te kalorie. Jutro mój bilans będzie znowu podobny do tych, bo idę na wigilię pracowniczą (czyt. zakrapianą imprezę).

Jestem z siebie dumna, że mimo dzisiejszego apetytu nie rzuciłam się na jedzenie, a miałam na co ;)
Zamiast tego pooglądałam thinspiracje na instagramie i się powstrzymałam.

Właśnie przed chwilą zamówiłam wagę! Już niedługo będę mogła się regularnie ważyć!!!

@Kotuś
Chodzi o to, że nie czuję się w niczym zbyt dobrze... Uważam, że jestem gruba i to sprawia, że czuję się źle. Poza tym w mojej pracy są praktycznie same szczupłe dziewczyny. Na imprezę też chyba tylko takie idą.

Dziś zadzwoniła do mnie przyjaciółka i współlokatorka jednocześnie z informacją, że ma podejrzenie raka... Bardzo mnie ta informacja przybiła... Mam ogromną nadzieję, że to pomyłka... że nie jest tak ciężko chora...


Ps. Nie uważam się za imprezowiczkę, a tytuł taki, bo teraz mam co chwilę jakąś imprezę ;)


środa, 13 grudnia 2017

Minuta w ustach, lata w biodrach

Hello!
Moje drogie! Dziś jestem przeszczęśliwa, bo udało mi się zmieścić w jakże wysokim (bo 1200 kcal) limicie, a nie przekroczyłam nawet połowy! JEST CUDOWNIE! Mam mnóstwo energii! Czuję jak chudnę (to pewnie tylko placebo, ale i tak mi poprawia humor :D).

Bilans:
- pół brokuła gotowanego na parze (80)
- 2 ziemniaki gotowane na parze (140)
- surowy pomidor (33)
- kawałek surowego ogórka (7)
- trochę sosu bbq (35)
- 2 pierniki w gorzkiej czekoladzie (150) - jeszcze ich nie zjadłam, ale mam je na całą noc więc podejrzewam, że zjem
Razem: 445 / 1200 kcal

+ 50 unoszeń nóg (każda)
+ 20 brzuszków
+ 50 pajacyków

Znowu jestem na nocce w pracy. Zostałam sama z tymi dwoma pierniczkami. Jakże dobrze jest nie móc niczego zamówić, nie móc wyjść do sklepu, nawet jak się jest głodnym w pracy.
Jedyne co mogę to iść na fajkę - o ile mam. Dziś tak się składa, że je posiadam i będę pić kawusię i palić fajki ;) Wiem, że to niezdrowy nałóg (o którym swoją drogą nie wie nawet mój chłopak...), ale to pomaga mi zabić apetyt ;)

Gorsza wiadomość - mam w sobotę wigilię pracowniczą. W sumie to będzie luźne spotkanie pracowników w klubie, żeby się napić. Co w tym złego? Że jestem gruba jak świnia i nie wiem co założę, żeby się nie wylewało, a druga sprawa - mam w niedzielę na 6 do pracy... Masakra. Iść na kacu, czy jeszcze pod wpływem? - Oczywiście jestem odpowiedzialna, więc po prostu będę musiała przestać pić w odpowiednim momencie. Najwyżej będę się bawić do rana i potem nie będę spała...

Aktualnie powinnam robić raporty, a piszę na blogu. Dobra jestem, co?
Co nie znaczy, że olewam pracę. Mam na to jeszcze dużo czasu. Pewnie zdążę jeszcze sobie jakiś film obejrzeć ;)

Cieszę się, że mi czytelniczek przybywa. To bardzo miłe, że mam do kogo i dla kogo pisać i że możemy się wzajemnie wspierać :)

Dziś dostałam komplementy - od chłopaka i współlokatorki. Mój mężczyzna powiedział, że może rzadko mówi komplementy, ale dziś pięknie wyglądam, a przyjaciółka, że schudłam, ale nadal mam dużą dupę - w jej mniemaniu to dobrze, bo jej się takie podobają, ale mi nie...

Edit: Jest godzina 5:05 - wypaliłam kilka papierosów, wypiłam 2 szklanki wody i zjadłam tylko jednego piernika, więc bilans wynosi pewnie ok. 370 kcal. Nawet nie chciało mi się jeść tego drugiego. Mam coś takiego, że od prawie 1,5 roku nie chce mi się jeść słodkich rzeczy, nawet owoców (tylko czasem mnie najdzie na nie ochota).
Zrobiłam wszystko, co musiałam w pracy i oglądam odcinek Skinsów "Cassie". Zabawny jest ten serial, lubię Cassie :)
Na 14:00 znowu przychodzę do pracy. Będzie męczący dzień, ale dam radę ;) Nie mam ciężkiej, fizycznej pracy :) Plus jest taki, że pewnie jutro też zjem mało. Przed pracą będę spać, po pracy zapewne też. Może zjem jakieś warzywka przed, a w pracy napiję się soku pomidorowego - bardzo go lubię. Jutro planuję utrzymać podobny bilans do dzisiejszego :)

Planuję też kupić niedługo wagę łazienkową i kuchenną. Na pewno się przydadzą ^^

Polecam piosenkę Pulp - Anorexic Beauty, jeżeli ktoś jeszcze nie zna. Przyjemna jest.

Uhuhu, trochę się rozpisałam ;)
Chyba nie będę więcej smęcić :P



Boyfriend

Witajcie!
Postaram się tak ogólnie pisać bilanse z każdego dnia. Przez ostatnie 2 dni nie było tak kolorowo...
Chłopak do mnie przyszedł i został na noc oraz na cały dzień.

Poniedziałek (11.12.2017):
- tofu 180 g pieczone z łyżką oliwy (280)
- frytki pieczone ok. 150 g (330)
- 2,5 piwa (600)
Razem: 1210 kcal

Wtorek (12.12.2017)
- tofu 120 g pieczone z łyżką oliwy (210)
- frytki pieczone ok. 150 g (330)
- 1,5 piwa (300)
- 3 lody "Free from milk" (219)
- frytki z piekarnika ok. 200 g (440)
- chipsy (500)
- pomarańcza (100)
- kostka gorzkiej czekolady (37)
Razem: 2136 -940 = 1196

+ 50 brzuszków

Produkty zaznaczone na czerwono to takie, które zwróciłam.. Nie lubię tego robić, ale umiem i czasem mi to pomaga - w tym wypadku pozbyłam się ok 900 kcal. Trochę ratuje, prawda? Tylko nie radzę się w ogóle tego uczyć. To błędne koło! Kiedyś zapragniecie przestać i przestaniecie wymiotować, a żreć będziecie dalej! Wiem z autopsji... W taki sposób przytyłam.
Dziś może wezmę sól gorzką i trochę się oczyszczę.
Planuję nie jeść prawie nic. Może ewentualnie sałatkę jakąś. Zobaczę.

Wczoraj zaczęłam oglądać film "Aż do kości" - fajny. Podoba mi się ;) Dziś dokończę.

Niedługo święta... Będzie dużo jedzenia, kurczę... Jak tu się powstrzymać?

Wczoraj byłąm z chłopakiem na żywieniowych zakupach... To przez niego te chipsy, frytki, piwo... Gdybym była sama nie kupiłabym tego i zjadłabym samo tofu, może pomarańczę... No ale trudno, nie cofnę czasu.


niedziela, 10 grudnia 2017

Nocka

Witajcie,
Ja ponownie jestem w pracy na noc. A potem mam 2 dni wolnego :))) Obym miała co robić, żeby nie jeść za dużo...

Dziś mam ładny bilans:
- kasza bulgur i quinoa z tofu i warzywami, mała porcja (300)
- sałatka warzywna z sosem winegret (150)
- 2x herbata z cukrem (110)
Razem: 560 kcal

Niewykluczone, że w nocy jeszcze wypiję taką herbatkę lub kawę i jeżeli uda mi się załatwić papierosy to będę mogła zająć się fajką.
Pewnie znowu z nudów będę w pracy oglądać też filmy. Może zajmę się "Ceną doskonałości"? A może jakis inny inspirujący film?
Próbowałam też ściągnąć Judith Fathallah "Chuda" i "Dietę (nie) życia" w PDF, ale nigdzie nie mogę tego znaleźć... A szkoda, bo te książki są moimi ulubionymi w tej tematyce...

Dziś dostałam mnóstwo komplementów w pracy, że ładnie wyglądam. A to tyljo dlatego, żewyprostowałam włosy, co robię w sumie co jakiś czas. Tak mi się wydaje, że to z tego powodu...

Rano po pracy odebrałam wypłatę. Część od razu idzie na opłaty,  a reszta na prezenty. Przynajmniej jedzenia nie będę dużo kupować, a tak na dobrą sprawę najwięcej na to wydawałam...

Planuję sobie kupić karnet na siłownię i inne usługi wellness. Dzięki mojej pracy mam to taniej ♥

Ktoś się pytał ile mam wzrostu - 165 cm lub nieco więcej. Dlatego twierdzę, że jestem gruba (choć prawdę mówiąc nie wyglądam na swoją wagę - mam proporcjonalne kształty).

Ok. Trochę się wygadałam.

Buziaki ;*


sobota, 9 grudnia 2017

Czyżby powrót?

Witam, witam!

Nie było mnie tu prawie rok. Nie wiem czy wracam. Po prostu staram się jeść mało, a blogi mnie motywują do tego najbardziej.
Żeby było śmiesznie czytałam właśnie kawałki wpisów z mojego dawnego bloga (który prowadziłam jakoś od 2011-2012 roku). Dlaczego tylko kawałki? Bo bloga niestety usunęłam i nie mogę do tego wrócić, a że posty polecałam na swoim koncie google to początki postów się zachowały. I co takiego śmiesznego w tym? Że bardzo mnie tamte wpisy motywują. To jak potrafiłam jeść tylko po 200-500 kcal... Fajnie było.

Dziś (9.12.2017) i wczoraj (8.12.2017) też zjadłam mało, bo taki przykładowy dzisiejszy bilans to:
- bułka z ziarnami (pewnie ok. 300) z warzywami, w tym awokado (150)
- sałatka z sosem vinegret (200)
Razem: ok. 650 kcal

Być może nawet mniej, ale zawsze byłam maniaczką zaokrąglania do góry.

Posta ogólnie piszę po godzinie 5 nad ranem w niedzielę, 10.12.2017, ale jestem na nocce w pracy i jako, że jeszcze nie śpię to uznaję dzisiejszy dzień za sobotę.

Jestem z siebie dziś dumna, bo dawno dawno nie miałam tak silnej woli jak np. dziś.
Niestety jednak jestem bardzo gruba i muszę schudnąć.
Zmagam się z tym od ładnych paru lat i wszyscy myśleli, że już zmądrzałam (nawet ja sama) i nie odchudzam się już w tak radykalny sposób, ale nic innego nie działa i wracam. Jestem już po prostu zmęczona swoim wielkim ciałem...

Ps. Nie mogę się zważyć, gdyż nie mam wagi w domu, ale moja waga zapewne oscyluje w granicach 77 kg......................

Mam nadzieję, że ktoś tu kiedyś zajrzy i zobaczy, że jestem też na tym świecie.

Buziaki,
Nina.

wtorek, 10 stycznia 2017

Lekarstwo na apetyt

Zaczęłam brać Sudafed. Ma on pseudoefedrynę, która zmniejsza apetyt. Faktycznie, po 3-4 tabletkach nie chce mi się jeść.
Proszę tylko, nie negujcie nie za to. 5 lat temu to było normalne, żeby się faszerować jakimś Sudafedem. Wiem, bo sama już kiedyś to robiłam. Wtedy schudłam, choć jestem pewna, że to nie była jego zasługa. Byłam wtedy po prostu silniejsza psychicznie. Teraz też muszę się opanować, bo jestem grubą świnią (nie ubliżając tym mądrym zwierzętom).

Co dziwne - wiem, że podobam się facetom (tylko nie temu właściwemu), tylko jak to jest możliwe skoro tak okropnie wyglądam??? Fuj, Ja sama nie lubię na siebie patrzeć i się dotykać, dlaczego więc ktoś inny miałby chcieć?

Ostatnio piję za dużo piwa, a przecież jest ono takie kaloryczne.
Ale wiecie, chcę zapomnieć o wszystkim... Czasami mam już dość tych zmartwień, wszystko się rozchodzi o kasę. Już kombinuję jak mogę, każda złotówka się przyda... A tu ciągle dochodzą wydatki... Help.... :(

Dziś przeleżę cały dzień w domu. Gorączka, zatoki, kaszel i głowa wystarczająco mnie załatwiły...
Więc może i ten Sudafed się też przyda na zatoki :)

Dziś jeszcze nic nie jadłam. Dochodzi 14.00.
Wczoraj, gdyby nie te piwa, mój bilans wynosiłby ok 500...







wtorek, 3 stycznia 2017

I miss you

Tak bardzo to chyba jeszcze za nikim nie tęskniłam...
Przyleciałam dziś do Polski. Pożegnałam się i ze łzami w oczach poszłam na odprawę. Nie widziałam jej prawie rok i być może to dziwne, ale wcześniej tego nie odczuwałam. Dopiero w ciągu ostatnich kilku dni zauważyłam, że zaczyna mi doskwierać dziwne uczucie - taki jakby ścisk w gardle, mdłości (nie tylko po tabletkach), chęć zatrzymania jej przy sobie. Niestety życie bywa okrutne i czasami to pieniądze potrafią rozdzielić rodzinę. Jak to mówią - matka jest tylko jedna, a ja swoją mam ponad 1,5 tysiąca km stąd. Wiem, że nie jestem wyjątkowym przypadkiem, że na świecie miliardy osób są z daleka od rodziny, aczkolwiek dziś bardzo mocno odczułam tę odległość.
Nadal czuję się jak małe dziecko oddalone od matki, a przecież za 5 miesięcy skończę 20 lat.
To bez znaczenia, miłość nie zna granic.
Dlaczego to tutaj piszę? Z kimś muszę się tym podzielić, a sama chyba tylko raz czułam coś podobnego.
Mieliście tak kiedyś?

Dieta idzie w miarę ok, nie jest fenomenalnie, ale nie narzekam. Zawsze istnieje ta nowa szansa, jeżeli "dziś" coś spieprzę.

W końcu znalazłam moją kochaną stronkę. Przelicznik ile możemy schudnąć przy danej ilości kalorii i innych danych. Polecam, www.losertown.org/eats/cal.php - kiedyś z niej korzystałam. Bardzo mnie się podoba ;) Motywuje mnie do jedzenia mało i dużego wysiłku fizycznego ^^

Trzymajcie się chudo!  :*