Stało się. Babcia zmarła...
Nie sądziłam, że to może się stać. Nadal nie wierzę. Nawet nie płaczę. Jest mi tylko trochę niedobrze...
Mam ochotę zapalić. Babcia zmarła m.in. na raka płuc (pewnie głównie dlatego). To nie jest dobry pomysł. Wydawać pieniądze na raka. Papierosy powstrzymują głód, dają zajęcie... Nie mogę, to nałóg, z którego wyszłam...
Wewnętrzna kłótnia.
Mam ochotę nic nie jeść, ale chce mi się jeść. Kompulsywne objadanie w trudnych sytuacjach mi się załącza... Wiem, że nic mi to nie da jak zjem stos żarcia... Nic - nawet przyjemności - o zgrozo, wręcz przeciwnie...
Napiję się kawy. I tak piję ją już litrami. Co mi zaszkodzi?
Nie chcę być chora, nie chcę mieć anoreksji czy bulimii - kto zechce mieć dziewczynę świruskę??? Na pewno nie X!
Ale też chciałabym trafić do szpitala i mieć ten spokój...
Wewnętrzna walka...
Chcę ważyć 45 kg. Nie chcę być wychudzona... Chcę być lekka jak piórko, nie chcę wyglądać jak straszydło.
Boję się.
Życia.
Lubię krew, lubię ten ból. Nie chcę mieć blizn. Lubię je, ale one mnie kwalifikują na świruskę. Przecież to przeszłość! Nikt mi nie powie, że nadal jestem chora.
Jestem tylko trochę smutna. Trochę brzydka, ale czasami ładna i kobieca...
Wewnętrzna wojna.
Rozumiesz?
Bo ja nie.
wtorek, 18 października 2016
niedziela, 16 października 2016
Marzę o spokoju
Pocięłam się. Nie robiłam tego przez ok 6 lat... Jestem załamana... Żarłam dzisiaj jak świnia, wymiotowałam.
Nie mam kasy, muszę opłacić rachunki - to wszystko mnie przytłacza... Co robić? Mam ochotę uciec!
Pomocy, nie chcę jeść. Zaraz chyba się schlam wódką, którą mam w domu... Gdzie pociąć się, by inni tego nie widzieli? Wybrałam kości biodrowe (pod majtkami). Nie mogę sobie pozwolić, by ktokolwiek to widział i o tym wiedział..
Dziś znowu usłyszałam, że przytyłam i od innej osoby, że jestem gruba. Może nie dosłownie, ale jednak... Ja już nie chcę... Po prostu nie chcę...
Ciągle myślę o X. Patrzę na jego zdjęcie... Tęsknię za nim...
Pomocy.
Dziś mam ochotę uciec...
Wczoraj, szczerze Wam powiem, że chciałam mieć wypadek. Może nie taki, żeby nie przeżyć, bo jednak chyba lubię żyć... Życie jest piękne. Tylko czasami daje nam kopa. Ja po prostu chcę trochę odpocząć. W szpitalu jestem w innym świecie, więc mogłabym sobie rozciąć głowę czy coś... Tak, żeby nic się nie stało... Tylko, żebym miała spokój...
MARZĘ O SPOKOJU.....
Mam ostatnio ataki paniki. Co robić?
Bilansu nie podam.
Żarłam jak świnia...
Proszę o trochę pieniędzy na moje konto... Już wiem dlaczego życie dorosłe jest tak trudne...
Nie mam kasy, muszę opłacić rachunki - to wszystko mnie przytłacza... Co robić? Mam ochotę uciec!
Pomocy, nie chcę jeść. Zaraz chyba się schlam wódką, którą mam w domu... Gdzie pociąć się, by inni tego nie widzieli? Wybrałam kości biodrowe (pod majtkami). Nie mogę sobie pozwolić, by ktokolwiek to widział i o tym wiedział..
Dziś znowu usłyszałam, że przytyłam i od innej osoby, że jestem gruba. Może nie dosłownie, ale jednak... Ja już nie chcę... Po prostu nie chcę...
Ciągle myślę o X. Patrzę na jego zdjęcie... Tęsknię za nim...
Pomocy.
Dziś mam ochotę uciec...
Wczoraj, szczerze Wam powiem, że chciałam mieć wypadek. Może nie taki, żeby nie przeżyć, bo jednak chyba lubię żyć... Życie jest piękne. Tylko czasami daje nam kopa. Ja po prostu chcę trochę odpocząć. W szpitalu jestem w innym świecie, więc mogłabym sobie rozciąć głowę czy coś... Tak, żeby nic się nie stało... Tylko, żebym miała spokój...
MARZĘ O SPOKOJU.....
Mam ostatnio ataki paniki. Co robić?
Bilansu nie podam.
Żarłam jak świnia...
Proszę o trochę pieniędzy na moje konto... Już wiem dlaczego życie dorosłe jest tak trudne...
sobota, 15 października 2016
Wróciła córka marnotrawna :)
Heeeej :)
Jestem! Wróciłam.
Niestety poza granicami miasta i domu poszło mi o wiele gorzej i wczoraj zjadłam z 1500 kcal, a dziś chyba jeszcze więcej (część zwróciłam - była bulimiczka nie ma z tym wyzwań). No cóż, nic co wielkie nie przychodzi łatwo, a ten kto upada albo wstaje, albo się użala nad tym, że upadł i dalej leży... Ja wstaję. Jutro 100 kcal i ani jednej kalorii więcej :) Potem w poniedziałek pewnie 200, wtorek 300, środa 200 (bo znowu tam jadę, więc trzeba oszczędzać kasę :P), czwartek 100, piątek 200 (+ewentualnie alkohol, bo jadę w góry ze znajomymi) , sobota cheat day (ale zdrowo + alkohol w granicach normy). Wiem, że wśród znajomych nie będzie tak łatwo, a poza tym ciężko będzie mi nie korzystać z dobrodziejstw hotelu przy szwedzkim stole. Nie oszukujmy się! :)
Będę jednak się pilnować.
Trzymajcie kciuki!
Czyli mam plan na ten tydzień.
Spotkałam się z X, który znowu zaczął mi mieszać w główce. Ciągle o nim myślę, tęsknię. I widzę się z nim znowu z środę, ale jednak nadal chciałabym go mieć przy sobie. Nie wiem co w nim takiego jest, nie wiem co mnie tak ciągnie... Po prostu przy nim czuję się mega bezpiecznie! Teraz on stał się moim celem, muszę z nim być, czuję chemię :P
I żeby nie zabrzmiało to źle - nie mam za cel podboju kogoś, dawno mi się nikt tak bardzo nie podobał :)
Byłam też wczoraj na mojej pierwszej w życiu imprezie akademickiej :D Faaajnie!
A i dziś zabłądziłam w tunelu podziemnym, który wygląda jak mega labirynt, potem uniknęłam kary od kanara (zapomniałam legitki), przejechałam 3 przystanki, kupiłam bilet powrotny do domu ze złą datą i jeszcze się okazało, że buty, które wczoraj kupiłam za 130 zł są tak źle wyprofilowane czy coś, że aż mi stopy drętwieją (nie da się w nich chodzić...). A X poszedł na piwo z koleżanką ach... Ciężki dzień, ale już jestem w domu bezpieczna...
No, moi kochani, będę kończyć :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziła ta opowieść rodem z opery mydlanej ;)
Buziak!!! :*
Jestem! Wróciłam.
Niestety poza granicami miasta i domu poszło mi o wiele gorzej i wczoraj zjadłam z 1500 kcal, a dziś chyba jeszcze więcej (część zwróciłam - była bulimiczka nie ma z tym wyzwań). No cóż, nic co wielkie nie przychodzi łatwo, a ten kto upada albo wstaje, albo się użala nad tym, że upadł i dalej leży... Ja wstaję. Jutro 100 kcal i ani jednej kalorii więcej :) Potem w poniedziałek pewnie 200, wtorek 300, środa 200 (bo znowu tam jadę, więc trzeba oszczędzać kasę :P), czwartek 100, piątek 200 (+ewentualnie alkohol, bo jadę w góry ze znajomymi) , sobota cheat day (ale zdrowo + alkohol w granicach normy). Wiem, że wśród znajomych nie będzie tak łatwo, a poza tym ciężko będzie mi nie korzystać z dobrodziejstw hotelu przy szwedzkim stole. Nie oszukujmy się! :)
Będę jednak się pilnować.
Trzymajcie kciuki!
Czyli mam plan na ten tydzień.
Spotkałam się z X, który znowu zaczął mi mieszać w główce. Ciągle o nim myślę, tęsknię. I widzę się z nim znowu z środę, ale jednak nadal chciałabym go mieć przy sobie. Nie wiem co w nim takiego jest, nie wiem co mnie tak ciągnie... Po prostu przy nim czuję się mega bezpiecznie! Teraz on stał się moim celem, muszę z nim być, czuję chemię :P
I żeby nie zabrzmiało to źle - nie mam za cel podboju kogoś, dawno mi się nikt tak bardzo nie podobał :)
Byłam też wczoraj na mojej pierwszej w życiu imprezie akademickiej :D Faaajnie!
A i dziś zabłądziłam w tunelu podziemnym, który wygląda jak mega labirynt, potem uniknęłam kary od kanara (zapomniałam legitki), przejechałam 3 przystanki, kupiłam bilet powrotny do domu ze złą datą i jeszcze się okazało, że buty, które wczoraj kupiłam za 130 zł są tak źle wyprofilowane czy coś, że aż mi stopy drętwieją (nie da się w nich chodzić...). A X poszedł na piwo z koleżanką ach... Ciężki dzień, ale już jestem w domu bezpieczna...
No, moi kochani, będę kończyć :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziła ta opowieść rodem z opery mydlanej ;)
Buziak!!! :*
czwartek, 13 października 2016
Euforia!!!
Hej kruszynki!
Dziś jest świetny dzień! :D
Mimo tego, że wstałam z takim smętnym, ponurym humorem i nastawieniem, z żalem, smutkiem i poczuciem winy to teraz jest zajebiście ^^
Moja "praca" zaczyna się ruszać, dziś wykonałam dużo roboty, moja energia wzrosła tak, że aż skakałam po mieszkaniu z ogromną radością. I nawet pomimo tego, że muszę wstać o godzinie 3 nad ranem to nie przeżywam - jestem meeeega happy :D
Nie przejęły mnie też komentarze cioci, że przytyłam (ostatnim razem widziała mnie jakoś w 2013 kiedy to tak schudłam, będąc Pro-Ana, potem przytyłam.
Ale już znowu powoli chudnę,
Dziś bilans ładniusi XD
Bilans:
- banan (120)
- 2 wafle ryżowe w gorzkiej czekoladzie (150)
- sok pomidorowy (63)
- kawa
- woda
Razem: 333 kcal / 300
A co tam, te 33 kalorie spaliłam podczas chodzenia w cudownych i okrutnych wysokich butach :P
Jutro jadę się zobaczyć z MY LOVE (i może nie jesteśmy razem, ale go uwielbiam) :D
Robiłam dziś swą cudowną pomiarkę (szkoda, że nie mam jak się zważyć... :( cóż)
Talia - 85
Brzuch (pępek) - 105
Biodra - 105
Tyłek - 113
Udo - 67
Łydka - 41,5
Przedramię - 27
Ramię - 33
I know. Nie jest dobrze, mam ponad metr w brzuchu, który notabene konkuruje z biedrami :P Ale uwaga! Zauważyłam to i w sumie całkiem dobrze mi idą bilanse :D
I spoko, nie oszukuję xd
Jestem całkowicie honest w stosunku do Was i do siebie, także mogę być z siebie dumna, I think :)
Myślę, że nie ma co się rozpisywać.
Pewnie napiszę dopiero w sobotę lub niedzielę, także buziaczki moi drodzy :* <3
Dziś jest świetny dzień! :D
Mimo tego, że wstałam z takim smętnym, ponurym humorem i nastawieniem, z żalem, smutkiem i poczuciem winy to teraz jest zajebiście ^^
Moja "praca" zaczyna się ruszać, dziś wykonałam dużo roboty, moja energia wzrosła tak, że aż skakałam po mieszkaniu z ogromną radością. I nawet pomimo tego, że muszę wstać o godzinie 3 nad ranem to nie przeżywam - jestem meeeega happy :D
Nie przejęły mnie też komentarze cioci, że przytyłam (ostatnim razem widziała mnie jakoś w 2013 kiedy to tak schudłam, będąc Pro-Ana, potem przytyłam.
Ale już znowu powoli chudnę,
Dziś bilans ładniusi XD
Bilans:
- banan (120)
- 2 wafle ryżowe w gorzkiej czekoladzie (150)
- sok pomidorowy (63)
- kawa
- woda
Razem: 333 kcal / 300
A co tam, te 33 kalorie spaliłam podczas chodzenia w cudownych i okrutnych wysokich butach :P
Jutro jadę się zobaczyć z MY LOVE (i może nie jesteśmy razem, ale go uwielbiam) :D
Robiłam dziś swą cudowną pomiarkę (szkoda, że nie mam jak się zważyć... :( cóż)
Talia - 85
Brzuch (pępek) - 105
Biodra - 105
Tyłek - 113
Udo - 67
Łydka - 41,5
Przedramię - 27
Ramię - 33
I know. Nie jest dobrze, mam ponad metr w brzuchu, który notabene konkuruje z biedrami :P Ale uwaga! Zauważyłam to i w sumie całkiem dobrze mi idą bilanse :D
I spoko, nie oszukuję xd
Jestem całkowicie honest w stosunku do Was i do siebie, także mogę być z siebie dumna, I think :)
Myślę, że nie ma co się rozpisywać.
Pewnie napiszę dopiero w sobotę lub niedzielę, także buziaczki moi drodzy :* <3
środa, 12 października 2016
Wyzwania oj wyzwania
Hej chudziny ;)
Powiem tak - dziś jest PIĘKNY, NIESAMOWITY, CUDOWNY I WSZYSTKO CO PRZESADNE...... dzień. (Sarkazm)
W momencie, w którym tylko opuściłam mieszkanie - dramat.
Cholera, niby jakieś sukcesy dzisiejszego dnia mam, niby one są, a jednak mam tak przypałową energię, że nic tylko się położyć i wku*wiać.
I co prawda dieta poszła prawie świetnie (w sumie wyszło może lekko ponad 400 kcal i choć zaplanowane miałam 400 to i tak w sumie mogę być z siebie dumna :)
Bilans:
- banan (130)
- wafel ryżowy w gorzkiej czekoladzie (75)
- 32 g ryżu jaśminowego (112) + 32 g soczewicy czerwonej (105) + sos z pomidorów z puszki, soku z cytryny i przypraw (15)
- cienkie wafle kukurydziane (133)
- woda
- kawa x2
- kawa zielona*
Razem: 570 kcal
Fenomen to nie jest, ale źle też nie jest. Jako, że dziś zjadłam o te 170 kcal za dużo to poćwiczę sobie później.
Dużo dziś miałam latania W WYSOKICH BUTACH - masakra... Nie polecam :)
Dużo wyzwań, czyli czeka mnie coś dobrego w najbliższym czasie :D
To mnie pociesza.
A tymczasem będę kończyć - muszę sobie podnieść poziom energii :)
Powiem tak - dziś jest PIĘKNY, NIESAMOWITY, CUDOWNY I WSZYSTKO CO PRZESADNE...... dzień. (Sarkazm)
W momencie, w którym tylko opuściłam mieszkanie - dramat.
Cholera, niby jakieś sukcesy dzisiejszego dnia mam, niby one są, a jednak mam tak przypałową energię, że nic tylko się położyć i wku*wiać.
I co prawda dieta poszła prawie świetnie (w sumie wyszło może lekko ponad 400 kcal i choć zaplanowane miałam 400 to i tak w sumie mogę być z siebie dumna :)
Bilans:
- banan (130)
- wafel ryżowy w gorzkiej czekoladzie (75)
- 32 g ryżu jaśminowego (112) + 32 g soczewicy czerwonej (105) + sos z pomidorów z puszki, soku z cytryny i przypraw (15)
- cienkie wafle kukurydziane (133)
- woda
- kawa x2
- kawa zielona*
Razem: 570 kcal
Fenomen to nie jest, ale źle też nie jest. Jako, że dziś zjadłam o te 170 kcal za dużo to poćwiczę sobie później.
Dużo dziś miałam latania W WYSOKICH BUTACH - masakra... Nie polecam :)
Dużo wyzwań, czyli czeka mnie coś dobrego w najbliższym czasie :D
To mnie pociesza.
A tymczasem będę kończyć - muszę sobie podnieść poziom energii :)
wtorek, 11 października 2016
Today's a good day :D
Hello moi drodzy!
Dziś jest dobry dzień.
Aktualnie piję pyszną czarną kawę smakową (i nie mam na myśli syropu), przegryzając ją waflem ryżowym w gorzkiej czekoladzie, słucham muzyki najgłośniej jak tylko mi na to pozwala laptop, uśmiecham się, jestem zadowolona!
Dziś już kawałek dnia za mną (byłam w szkole), ale jeszcze wiele przede mną. Mam na dziś zaplanowane trochę pracy, trochę latania po mieście. Wiecie, że prawie codziennie robię min. 3 km? Nie jest to może jakiś duży dystans i nawet go nie odczuwam :) Ale tak to już jest jak się nie posiada samochodu :P Lepiej, przynajmniej więcej kalorii spalonych :D
Hm... Muszę się zapisać do dentysty - moja dawna koleżanka (Bulimia) daje się we znaki niestety. Czas to zatuszować :)
Powiem Wam, że od kiedy znowu zainteresował mnie temat Pro-Ana to czuję się o wiele lepiej - dużo pewniejsza siebie, szczęśliwsza, piękniejsza. Mimo, że jestem świadoma tego, że pewnie nic nie schudłam przez ostatnie dni, w których przypomniałam sobie swoją dawną koleżankę Anę to czuję się jednak szczuplejsza :) Świetne uczucie ^^
Mam nadzieję, że ktokolwiek to przeczyta :)
Bilans:
- sok pomidorowy 330 ml (63)
- wafel ryżowy w czekoladzie (75 kcal)
- ryż jaśminowy 40 g (140) + soczewica czerwona 40 g (130) + pół puszki pomidorów (25) + sok z cytryny i przyprawy (10)
- sok pomidorowy 330 ml (63)
- kawa smakowa + przyspieszająca metabolizm
- kawa zielona*
- DUŻO WODY
Razem: ok 500 kcal
Ogólnie staram się pić bardzo dużo wody - na ogół wychodzi mi ok 2-3 l dziennie.
Będę też teraz zmniejszała ilość kalorii z każdym dniem. Być może opracuję własną dietę - żeby się nie znudzić.
Wstępny plan napiszę w zakładce DIETA czy coś ;)
Dnia 22-23 raczej sobie pozwolę na "cheat day". Później Wam wyjaśnię dlaczego i jak on będzie wyglądał :D
Ale żem się rozpisała :P
Edit: Odnośnie mojej wagi dziś usłyszałam komentarze - jeden od cioci - stwierdziła, że jestem od niej grubsza (a sama jest kulką......) i że mi da płaszczyk. Na mnie też był za duży, ale ona widziała coś innego....
Babcia, która jest ostatnio trochę otumaniona stwierdziła, że bardzo przytyłam.
A tata wypomniał mi, że mi się ząb psuje.
Takie komentarze na pewno mi podnoszą samoocenę.
Niech no ja tylko schudnę i naprawię tego pieprzonego zęba.......
Edit: Odnośnie mojej wagi dziś usłyszałam komentarze - jeden od cioci - stwierdziła, że jestem od niej grubsza (a sama jest kulką......) i że mi da płaszczyk. Na mnie też był za duży, ale ona widziała coś innego....
Babcia, która jest ostatnio trochę otumaniona stwierdziła, że bardzo przytyłam.
A tata wypomniał mi, że mi się ząb psuje.
Takie komentarze na pewno mi podnoszą samoocenę.
Niech no ja tylko schudnę i naprawię tego pieprzonego zęba.......
Kocham tatuaże i sama nawet pare posiadam :D
BUZIAKI <3
poniedziałek, 10 października 2016
Wracam :)
Witam witam :)
Jestem Ina. Moja przygoda z aną zaczęła się w 2012 roku, ok 2 lata temu zaczynałam jeść normalnie, wyglądałam dobrze, akceptowałam siebie. Na chwilę obecną nie wiem ile ważę - boję się. Nie widziałam nawet jak tyłam, aż pewnego dnia zrobiłam sobie zdjęcie całego ciała. - Załamałam się...
Stwierdziłam, że to jest mój świat. Tylko w taki sposób potrafię kontrolować swoje ciało... To jest poniekąd przykre, z drugiej jednak strony pamiętam jaką przyjemność mi to wszystko sprawiało.
W świecie Any poznałam moją najlepszą przyjaciółkę, z którą parę miesięcy temu straciłam kontakt...... tutaj osiągnęłam bardzo duże cele, udało się je osiągnąć! Pamiętam, że mój blog był też bardzo popularny - często pisałam i myślę, że byłam wtedy całkiem wytrwała. Usunęłam go jednak z kilku dobrych powodów...
Teraz wracam.
Nie ukrywam, że mogę mieć nieco prościej, bo nie mieszkam z rodzicami.
Mam 19 lat.
Powoli się rozkręcam i ponownie wdrażam w ten lekki świat :)
Bilans (10.10.16)
- sok pomidorowy 330 ml (63)
- ryż jaśminowy 50 g (175)
- soczewica czerwona (98)
- sos z czarnej fasoli, soku z cytryny i przypraw (190)
- banan (180)
- kawa
Razem: ok 700 kcal
Trochę zawyżam (mam tak w naturze, że biorę pod uwagę tą najgorszą opcję, jeżeli chodzi o kalorie), ale o dużo za dużo. Marzę o bilansach typu 100-200 :)
Buziaczki :P
Jestem Ina. Moja przygoda z aną zaczęła się w 2012 roku, ok 2 lata temu zaczynałam jeść normalnie, wyglądałam dobrze, akceptowałam siebie. Na chwilę obecną nie wiem ile ważę - boję się. Nie widziałam nawet jak tyłam, aż pewnego dnia zrobiłam sobie zdjęcie całego ciała. - Załamałam się...
Stwierdziłam, że to jest mój świat. Tylko w taki sposób potrafię kontrolować swoje ciało... To jest poniekąd przykre, z drugiej jednak strony pamiętam jaką przyjemność mi to wszystko sprawiało.
W świecie Any poznałam moją najlepszą przyjaciółkę, z którą parę miesięcy temu straciłam kontakt...... tutaj osiągnęłam bardzo duże cele, udało się je osiągnąć! Pamiętam, że mój blog był też bardzo popularny - często pisałam i myślę, że byłam wtedy całkiem wytrwała. Usunęłam go jednak z kilku dobrych powodów...
Teraz wracam.
Nie ukrywam, że mogę mieć nieco prościej, bo nie mieszkam z rodzicami.
Mam 19 lat.
Powoli się rozkręcam i ponownie wdrażam w ten lekki świat :)
Bilans (10.10.16)
- sok pomidorowy 330 ml (63)
- ryż jaśminowy 50 g (175)
- soczewica czerwona (98)
- sos z czarnej fasoli, soku z cytryny i przypraw (190)
- banan (180)
- kawa
Razem: ok 700 kcal
Trochę zawyżam (mam tak w naturze, że biorę pod uwagę tą najgorszą opcję, jeżeli chodzi o kalorie), ale o dużo za dużo. Marzę o bilansach typu 100-200 :)
Buziaczki :P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















